Thirion dorastał w Raves, małej miejscowości w Wogezach, niedaleko Saint-Dié. Jego ojciec był zawodnikiem motocrossowym, więc to naturalne, że Rémi i jego starszy brat chcieli pójść w jego ślady. Ich ojciec miał jednak inny plan.
– Chcieliśmy jeździć na motocyklach – wspomina Thirion. – Mój tata dużo jeździł, ale nie był entuzjastą tego, żebyśmy od tego zaczynali. Chciał, żebyśmy najpierw nauczyli się wszystkiego na rowerach. I właściwie... nigdy z tego roweru nie zszedłem. Stał się moją pasją.
Najpierw zaczął startować jego brat. Rémi przyglądał się, czekał, a potem poszedł w jego ślady. W wieku 14 lat ścigał się już w zawodach Pucharu Francji i seriach rangi krajowej. Wyniki przyszły szybko – szybciej niż się spodziewał i szybciej, niż planował.
– Wszystko wskoczyło na swoje miejsce bez mojego planowania – mówi. – Na początku wcale nie chciałem, żeby to była moja praca. Chciałem po prostu dotrzeć do najwyższego poziomu i sprawdzić, jak daleko zajdę.
Zaszedł daleko. Przed dwudziestką Thirion wyrobił sobie opinię jednego z najciekawszych francuskich talentów downhillu – szybki, stylowy i znany z kreatywnego doboru linii, których inni zawodnicy nie dostrzegali lub nie mieli odwagi sprawdzić. Przełom nastąpił podczas Pucharu Świata w 2013 roku w Vallnord w Andorze, gdzie odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w kategorii Elite. Miał wtedy 23 lata. Kariera, której nigdy nie planował, właśnie stała się faktem.