Liczący niemal 206 kilometrów i zlokalizowany 29,9 km przed metą w Belfort szczyt 1. kategorii Ballon d’Alsace sprawił, że najdłuższy etap Tour de France 2026 odpowiadał szerokiemu gronu kolarzy i wydawał się wręcz przeznaczony dla uciekinierów. Dzięki imponującej pracy zespołowej aż czterech zawodników Team Jayco AlUla zabrało się w odjazd, który ostatecznie liczył 57 kolarzy – dokładnie jedną trzecią pozostałego w wyścigu peletonu.
Jadąc na swoim rowerze Propel Advanced SL – i startując w kasku Pursuit oraz okularach Aurea – Schmid znalazł się w pierwszej, 37-osobowej grupie, która uformowała się po 33 kilometrach ścigania. Jego rower został wyposażony w koła CADEX Max 50 i opony Aero Cotton, a dopełnieniem całości była zintegrowany kokpit CADEX Aero oraz siodełko Amp. Kolejna grupa 20 kolarzy ciężko pracowała, aby dołączyć do czołówki. Reprezentując Jayco AlUla w goniącej grupie, Australijczycy Ben O'Connor, Michael „Bling” Matthews i Luke Plapp pozwolili Schmidowi na pasywną jazdę z przodu. W prowadzącej grupie znaleźli się również Tom Pidcock (Pinarello Q36.5), jadący w zielonej koszulce Mads Pedersen (Lidl-Trek) oraz Brandon McNulty i Tim Wellens z UAE Team Emirates XRG, koledzy z zespołu lidera wyścigu Tadeja Pogačara. Z tyłu ekipa Bahrain Victorious nadawała tempo, aby utrzymać stratę do liderów na kontrolowanym poziomie, podczas gdy Pidcock, który rozpoczynał dzień na 10. miejscu w klasyfikacji generalnej, piął się w górę w wirtualnej „generalce”, a przewaga ucieczki wzrosła ostatecznie do ponad ośmiu minut. Choć dogonienie czołówki zajęło grupie pościgowej blisko 60 km, obie grupy połączyły się na 92 km przed metą. Jayco AlUla miało połowę swojego ośmioosobowego składu w ucieczce, a każdy z nich stanowił unikalne zagrożenie w walce o zwycięstwo etapowe.
Bitwa na najstarszym podjeździe Touru
Pierwsze wzniesienie dnia, Col des Croix, pojawiło się około 20 km po lotnej premii, co oznaczało, że zawodnicy z ucieczki walczący o punkty do klasyfikacji sprinterskiej wykonali już swoje zadanie na ten dzień. Gdy ucieczka dotarła do zboczy kultowego Ballon d’Alsace – pierwszego dużego szczytu pokonywanego w historii Touru, w 1905 roku – kolarze Jayco AlUla podzielili się obowiązkami. O’Connor jechał na czele odjazdu, wspierając Schmida, podczas gdy Plapp trzymał się z tyłu, pomagając Matthewsowi w nadziei, że duża grupa zdoła dojechać razem do mety, co umożliwiłoby finisz z okrojonego peletonu. Pidcock prowadził atak, a O’Connor utrzymywał wysokie tempo. Matthews po kolejnym przyśpieszeniu odłączył od grupy, a Plapp przeszedł do roli atakującego, próbując odskoczyć i zapewnić Schmidowi darmową jazdę na kole. Plapp atakował dwukrotnie w kierunku szczytu, a Pidcock robił co w jego mocy, by kontrolować sytuację. Po dogonieniu Plappa, Pidcock skontrował, ale Brytyjczyk nie zdołał zgubić towarzyszy z ucieczki. Schmid i Plapp znaleźli się wśród tych, którzy zareagowali najszybciej. Dynamiczne tempo ucieczki wyśrubowało przewagę nad główną grupą faworytów w klasyfikacji generalnej do maksymalnie 8:25, co oznaczało, że Pidcock wskoczył na drugie miejsce w wirtualnej klasyfikacji generalnej. Dziewięciu kolarzy dotarło na szczyt razem, w tym Pidcock, Schmid, Plapp, McNulty oraz Harold Tejada (XDS Astana). Wellens zniwelował stratę na zjeździe w kierunku Belfort, dzięki czemu na czele uformowała się równa, 10-osobowa grupa.
„Na podjeździe Bling [Matthews] i Ben [O’Connor] byli kluczowi” – powiedział Schmid. „Obawiałem się, że ten podjazd będzie dla mnie zbyt trudny i kiedy Ben zaczął dyktować tempo, nie byłem pewien, czy zdołam dojechać tak aż na samą górę. Dobrze się złożyło, że wspinaczka miała rwane tempo – taki styl jazdy bardziej mi odpowiada. To była komfortowa sytuacja, bo zawsze wiedzieliśmy, że z tyłu mamy Blinga. Ja po prostu pilnowałem, żeby nie zostać z tyłu. Na zjazdach skupiłem się wyłącznie na unikaniu kraks, a nawet na spowalnianiu tempa grupy”.
Dwa wyścigi
Na dole zjazdu, na 15 km przed metą, Schmid zaatakował jako pierwszy i tylko Tejada zdołał utrzymać jego koło. Było to ryzykowne przedsięwzięcie, ale z Plappem pilnującym ataków w grupie pościgowej, stanowiło skalkulowane ryzyko. Obaj kolarze wypracowali 10-sekundową przewagę na 10 km przed metą, a ponieważ Pidcock napędzał pościg, podczas gdy Plapp i McNulty jechali pasywnie, różnica ta podwoiła się do 20 sekund na ostatnich 5 kilometrach. Z tyłu odpadający wcześniej Wellens próbował skasować stratę. Gdy dwaj liderzy zaczęli czarować się na ostatniej prostej do mety, ich przewaga nad Wellensem i resztą pościgu zaczęła gwałtownie topnieć. Schmid, którego kariera kolarska rozpoczęła się od występów na torze w kategoriach juniorskich, wyszedł na prowadzenie i odbił do prawej krawędzi szosy, zmuszając Tejadę do rozpoczęcia sprintu zza jego pleców. Tejada skoczył i odbił w lewo, zmuszając Schmida do bezpośredniego pojedynku bark w bark w stronę mety. Choć Tejada zyskał lekką przewagę, Schmid szybko się z nim zrównał i przez ułamek sekundy obaj jechali idealnie równo, mając przed oczami swoje pierwsze w historii zwycięstwo etapowe na Tour de France. Schmid rzucił rower na linię mety, pochylając się tak mocno, że aż uniósł przednie koło, ale etap był już wygrany – sprint Tejady załamał się zaledwie na kilka metrów przed kreską. Było to największe jak dotąd zwycięstwo 26-letniego Schmida w trakcie najlepszego sezonu w jego karierze i niemal idealna kopia jego dwójkowego sprintu w Tuluzie na 11. etapie Tour de France 2025, który Schmid minimalnie przegrał z norweskim kolarzem Jonasem Abrahamsenem.
„Pod koniec nie miałem pojęcia, jak blisko byli goniący nas kolarze” – przyznał Schmid. „Na 4 km przed metą zaczęły łapać mnie lekkie skurcze, więc trochę się martwiłem. Na 2 km do końca trzymałem się z tyłu, mając nadzieję, że [Tejada] ruszy z pierwszej pozycji. W pewnym momencie zmusił mnie jednak do wyjścia na czoło. Myślę, że zacząłem finisz odrobinę za późno i przez pierwsze 50 metrów przemknęło mi przez myśl, że znowu stracę etapowe zwycięstwo, tak jak w zeszłym roku. Kiedy jednak zobaczyłem linię mety, odzyskałem siły w nogach i po prostu poszedłem na całość.
Dzisiaj był to wysiłek całego zespołu i na koniec to ja mam to szczęście, że stoję na najwyższym stopniu podium, ale to zwycięstwo należy do każdego, kto ciężko pracował za kulisami” – kontynuował. „To naprawdę wygrana całej drużyny, a nie moja własna”.










