„Anything is possible” - historia Jasia i Łukasza, dwóch niezwykle silnych i zdeterminowanych uczestników IM 70.3 Gdynia

20 lipca 2018

Drużyny i zawodnicy

Istnieją historie i bohaterowie, którzy swoim postępowaniem udowadniają prawdziwość motta zawodów z cyklu IRONMAN. O tym, że „Anything is possible” opowiada historia Jasia i Łukasza, dwóch niezwykle silnych i zdeterminowanych uczestników wyścigu Enea IRONMAN 70.3 Gdynia. Ich zmagania będziecie mogli śledzić w sobotę, wystartują na dystansie sprinterskim...

Istnieją historie i bohaterowie, którzy swoim postępowaniem udowadniają prawdziwość motta zawodów z cyklu IRONMAN. O tym, że „Anything is possible” opowiada historia Jasia i Łukasza, dwóch niezwykle silnych i zdeterminowanych uczestników wyścigu Enea IRONMAN 70.3 Gdynia. Ich zmagania będziecie mogli śledzić w sobotę, wystartują na dystansie sprinterskim.

12-letni Jan i jego rehabilitant - Łukasz jeszcze nieco ponad rok temu marzyli o starcie w triathlonie, dziś są znaną parą na wyścigach a kibicują im wszyscy – zarówno współuczestnicy biegu, jak i kibice przy trasie.

-To niesamowite uczucie, kiedy ma się tylu kibiców na trasie. Ja osobiście na zmianę bardzo się cieszę i wzruszam, na szczęście zawsze mam na sobie okulary. Jasiek natomiast z uśmiechem pokonuje kolejne kilometry przybijając piątki mocy.

Swoją przygodę z zawodami zaczynali od półmaratonów i maratonów, ale pasję do sportu obaj mają we krwi. Pomysł, żeby razem wziąć udział w zawodach zrodził się podczas jednego z ich spotkań w sali ćwiczeń. Jaś zapytał, czy może nauczyć się biegać. Odpowiedź Łukasza brzmiała „nie, ale możemy wystartować wspólnie”. Niedługo później pokonali razem swój pierwszy bieg – Półmaraton Mietkowski w 2016 roku.

Fatalna pogoda. Zimno, wietrznie i deszcz próbujący zdjąć z trasy biegaczy. Martwiłem się, że Jasiek po takim starcie powie ,,ooo, ja dziękuje za takie bieganie".

Tak się nie stało. Po pierwszym dystansie IRONMAN 70.3 Łukasz zapytał czy wszystko w porządku – ponad 6 godzin na trasie, trudny i wyczerpujący wyścig. „Nie widzę problemu, żeby robi zrobić całego IRONMANA” odpowiedział Janek.

Chłopiec ma za sobą już 20 operacji, urodził się z wodogłowiem, porażeniem kończyn dolnych i wadą wzroku. Nie może chodzić o własnych siłach, więc przez cały czas trwania wyścigu rehabilitant ciągnie lub pcha wózek, w którym siedzi Jaś. Na pierwszym, pływackim etapie korzystają z pontonu, na odcinku drugim i trzecim z dedykowanej dzieciom jednokołówki doczepianej do roweru i konstrukcji z siedziskiem dla biegaczy.

- Pływanie nie dość, że nie sprawia mi większego wysiłku, to nawet jest frajdą. Zgodzę się, że wygląda najbardziej spektakularnie i osobom słabo pływających może sprawiać wrażenie ogromnego wysiłku. Jednak tak nie jest. A jeszcze ciągnąć ponton? - bajka. Najtrudniejszym etapem jest rower z przyczepką. Wtedy już nie jestem taki chojrak, muszę bardzo uważać, bo opór wózka i pogoda dyktują warunki i trzeba być ostrożnym. Nieświadomie pod wpływem emocji można się zapędzić, a granica kiedy nagle Cię odetnie od prądu jest bardzo cienka. Zawsze jednak mam w głowie, że nie robię tego tylko dla siebie i muszę być bardzo opanowany. Po rowerze jest jeszcze 21 km biegu. Bieganie na pierwszych kilometrach z wózkiem niczym nie odbiega od normalnego biegu, jednak z każdym kilometrem to się zmienia. Wyłączona koordynacja rąk i opór wózka zaczyna powoli wciskać w ziemię. Jednak z każdym krokiem jesteśmy wciąż bliżej mety, a do tego wspaniali kibice dodają znów sił.

Łukasz jest sportowcem i rehabilitantem, przez 11 lat wyczynowo pływał, 4 lata biegał, teraz startuje w triathlonach. Swoje córki również zaraził miłością do aktywnego trybu życia – nastolatki trenują na basenie. Jak sam mówi, jego pasją jest praca z dziećmi i sport. Udział w zawodach z Jaśkiem to połączenie hobby z zawodem.

- Wspólnych treningów mamy bardzo mało, a to ze względu na to, że Jaś nie mieszka we Wrocławiu. Ma swoje zajęcia, jak szkoła czy rehabilitacja. Ja mam rodzinę, pracę i swoje treningi, które są bazą w naszych startach.

Start w parze to wyzwanie logistyczne, ale też wielkie przeżycie. - Jaś podczas płynięcia pontonem - płynie, kiedy jedzie w przyczepce - ma poczucie, że jedzie na rowerze, kiedy wbiega w wózku na metę - ma poczucie, że ukończył te zawody jak inni zawodnicy. Staje się szczęśliwszy, a chwile spędzone na zawodach są jednymi z piękniejszych w jego życiu – komentuje Artur Pupka, przyjaciel naszych bohaterów.

- Dla niego to doskonała forma psychoterapii i budowania relacji międzyludzkich. Zastanawiam się też kto więcej się uczy? My, czy cały świat Triathlonu podejścia do niepełnosprawnych. Z tym ludzie często mają problemy, ale z każdym startem otwartość kibiców i zawodników jest większa. Jasiek na rehabilitacji bardzo mocno pracuje nad wzmacnianiem tułowia i rąk. Wszystko po to, aby mógł spokojnie siedzieć w pontonie, a na mecie podnosić wysoko ręce w górę. – mówi Łukasz.

Fizjoterapeuta swoje jedyne obawy wiąże ze sprzętem - Jeżeli jesteśmy świetnie przygotowani, a nagle zawiedzie jakiś element techniczny, to robi się smutno. Zawsze jednak jesteśmy przygotowani, że taka sytuacja może nastąpić i wtedy ze spokojem schodzimy z trasy, bez względu na wszystko. Nic za wszelką cenę.

Łukasz zapytany, czy ma świadomość, że robi coś niezwykłego i zmienia sposób patrzenia na niepełnosprawność i sport odpowiada - Nie myślę o tym za dużo. Raczej skupiam się kolejnych celach i tym, co zrobić, aby je osiągnąć. Jeżeli chodzi o patrzenie na niepełnosprawność - tego jestem świadomy i bardzo chcę to patrzenie zmienić. Chciałbym, żeby startowanie we dwójkę stało się modne, tak jak modne zrobiło się bieganie i triathlon. Są dwa rodzaje sportowców amatorów - jedni uprawiają ten sport, bo to ich pasja, a inni, bo taka jest moda. Jeżeli ktoś nas zobaczy i pójdzie z niepełnosprawnym dzieckiem pobiegać, bo stwierdzi, że robimy coś fajnego i chce tego spróbować to już niewielki krok dzieli go do pasji. O to nam chodzi!

Wspólnie pokazują dzieciom niepełnosprawnym i ich rodzicom, że start „w parach” nie jest niewykonalny, a na pewno nie jest skrajnie niebezpieczny. Wręcz przeciwnie – dla małych podopiecznych to pełen radości, emocjonujący dzień, a dla opiekuna wyzwanie i okazja do pojawienia się na trasie zawodów.

- Nie możemy się już doczekać startu - będziemy tam mieli mnóstwo kibiców, a atmosfera na trasie jest niesamowita. W przyszłym roku planujemy zrobić cały dystans IRONMAN. Jasiek spełni swoje kolejne marzenie.

Rozglądajcie się na trasie uważnie, może będziecie mieli okazję spotkać Jasia oraz Łukasza!

***

Wywiad został opublikowany dzięki uprzejmości Sport Evolution. Z Łukaszem Malaczewskim z Fizjotriterapii rozmawiała Magdalena Sprawka, Sport Evolution

Udostępnij

Więcej wiadomości

Wiadomości