ZMIANA SPOJRZENIA

Marcus Enno, znany również jako brodacz Beardy McBeard, to profesjonalny fotograf mieszkający w Australii. Fotografuje największe wyścigi szosowe na świecie, włączając Tour de France, Giro d’Italia oraz Vuelta a España.

Beardy McBeard riding gravel in Tasmania, Australia

Życie brodacza zawsze toczyło się wokół dwóch kółek. Zaczynając od kręcenia po Australii jako dzieciak, po wyprawy rowerowe po Europie ze swoją partnerką Miriam. Kolarstwo pomogło mu nawet w ciężkiej walce z chłoniakiem Hodgkina. Obecnie mieszka na Tasmanii z Miriam i córką Oliwią. Niedawno brodacz opowiedział nam o swoich doświadczeniach.

Beardy, domyślamy się, jak powstał twój przydomek, ale właściwie od kiedy nosisz brodę? Czy zawsze tak na ciebie mówiono?

Początkowo broda miała wyróżniać mnie na rowerze. Dziesięć lat temu bardzo niewielu poważnych rowerzystów nosiło brodę, więc ludzie się dziwili. Teraz jest to powszechne, ale można powiedzieć, że byłem pionierem. Ta ksywka przyszła mi na myśl jako fajna nazwa użytkownika przy rejestracji na Stravie. Od jakiegoś czasu miałem już brodę, więc wybrałem pseudonim Beardy McBeard. Nawet nie podejrzewałem, że stanie się on moim znakiem rozpoznawczym.

Zanim zająłeś się fotografią rowerową, nad czym głównie pracowałeś?

Przygodę z fotografią rozpocząłem w szkole średniej. Następnie zdobyłem dyplom z fotografii komercyjnej w ramach TAFE (doskonalenie zawodowe w Australii, przyp. tłum.).  Zostałem asystentem fotografa, a później profesjonalnym fotografem w komercyjnym studio w Sydney.  Specjalizowaliśmy się w fotografii korporacyjnej, produktowej i reklamowej.

Beardy McBeard riding gravel in Tasmania, Australia

Czy kiedy złapałeś bakcyla fotografii rowerowej, trudno było ci spędzać życie w trasie lub w powietrzu, z dala od przyjaciół i rodziny?

Na początku ciągłe podróżowanie było bardzo ekscytujące. Ale w najbardziej szalonym roku nie było mnie w domu przez ponad 200 dni. Od tego czasu sytuacja się uspokoiła, głównie ze względu na ograniczenia COVID-owe związane z podróżami. Jednak mając małe dziecko, nawet wolę mniej podróżować.

Spośród wszystkich Wielkich Tourów, wyścigów, czy wydarzeń lokalnych, które jako fotograf lubisz najbardziej i dlaczego?

Uwielbiam atmosferę widowiska podczas Wielkich Tourów. Podróżując, mogę kosztować lokalnej kuchni, odwiedzać niesamowite miejsca, a same wyścigi są zachwycające. Niemniej jednak lubię też fotografować lokalne zawody klubowe w Hobart. Różnorodność mojej pracy nie pozwala się nudzić.

Walczyłeś z chłoniakiem Hodgkina. Jak pokonanie tak okropnej choroby zmieniło twoje podejście do życia? Czy doświadczenie to nauczyło cię czegoś, czym chciałbyś podzielić się z innymi?

Gdy uporałem się z pytaniami typu „dlaczego ja?”, zdecydowałem, że muszę jak najlepiej wykorzystać ten moment. Zbierając pieniądze na badania nad rakiem, doświadczałem życzliwości zupełnie obcych ludzi, którzy słyszeli o mojej sytuacji i chcieli pomóc. Gdy dzieje się najgorsze i wychodzisz z tego, zyskujesz poczucie celu i motywację. Niemożliwe staje się osiągalne.

W jaki sposób jazda na rowerze pomogła ci przetrwać ten okres i zainspirowała do nowych fotoprzygód?

Jazda na rowerze była świetną ucieczką podczas leczenia. Moja kondycja była kiepska, ale samo wyjście na rower z aparatem i fotografowanie jak jeżdżą moi kumple było idealnym sposobem na oderwanie się od chemioterapii. Gdy mój świat wywrócił się do góry nogami, zachowanie porannej rutyny jazdy i pogaduszki w kawiarni były dla mnie terapią.

Po dłuższym pobycie w Nowej Południowej Walii co skłoniło cię do przeniesienia się na Tasmanię, wyspę u południowego wybrzeża Australii?

Decydujące było marzenie o posiadaniu własnego domu pośród jednych z najlepszych tras w Australii. Moja żona dorastała w Hobart i regularnie tam gościliśmy. Odkryłem wspaniałe lokalne tereny do jazdy, od szosy po szuter i MTB. W okolicy Hobart było wszystko!

Co sprawia, że życie w Hobart na Tasmanii jest tak fantastyczne?

Bycie blisko natury i spokojniejsze tempo życia. Alpejski podjazd zaledwie kilka minut od miasta i rozległa sieć szlaków MTB oraz tras szutrowych.

Czy tęsknisz za jakimś aspektem życia na kontynencie australijskim?
 
Za zgiełkiem wielkiego miasta oraz rodziną i przyjaciółmi.

Gdzie najbardziej lubisz jeździć na Tasmanii?

Najchętniej jeżdżę na górę Kunanyi / Mount Wellington i jest to jednocześnie jedna z najbardziej spektakularnych tras w Australii. Podjazd z poziomu morza na 1270 m to idealna jazda treningowa.

Masz całkiem pokaźną kolekcję rowerów, w tym rower szosowy, szutrowy i MTB. Czy masz swój ulubiony, który za każdym razem przynosi ci frajdę?

Uwielbiam mojego Trance X Advanced Pro 29. Od czasu przeprowadzki do Hobart odkryłem na nowo kolarstwo górskie, a ten rower to po prostu fajna maszyna. Gdy biorę go na trasę, spod brody wyłania się szeroki uśmiech. Zamontowałem na nim nawet fotelik dziecięcy, żeby Oliwka również mogła cieszyć się jazdą.

Czym jeszcze poza kolarstwem i fotografią pasjonujesz się na co dzień?

Wspólnymi doświadczeniami z moją piękną córką Oliwią, takimi jak uprawianie, zbieranie i jedzenie własnych warzyw i owoców prosto z ogrodu. Pasjonuje mnie wypoczynek na łonie natury, więc pokazywanie Oliwce przyrody i radości z biwakowania w buszu jest niesamowite.

Gdybyś mógł porozmawiać z młodym Beardym, jakiej rady byś mu udzielił?

Nie przejmuj się drobiazgami, podążaj za swoimi pasjami. Jeśli kochasz to, co robisz, nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia!

---------

Aby dowiedzieć się więcej o fotograficznym i rowerowym życiu Beardy’ego, obserwuj go na Instagramie.